← Blog i Artykuły Ekologia

Rybołówstwo i przyłów – cena, której nie widać

← Blog i Artykuły
Ekologia

Rybołówstwo ma swoją cenę, której często nie widać. W sieciach giną nie tylko ryby, ale również ptaki, foki i morświny. Do tego dochodzi coraz większa presja na dzikie zasoby naszych wód.

Rybołówstwo i przyłów – cena, której nie widać

Rybołówstwo jest działalnością gospodarczą, ale jego prawdziwy koszt nie kończy się na rybach wyciąganych z wody. W sieci wpadają również ptaki, foki, morświny i inne organizmy, a część tych zwierząt ginie zupełnie bez potrzeby.

RYBOŁÓWSTWO ŚRÓDLĄDOWE I MORSKIE

Rybołówstwo w Polsce trzeba rozpatrywać w dwóch różnych obszarach:

  • rybołówstwo śródlądowe
  • rybołówstwo morskie

W obu przypadkach mamy do czynienia z eksploatacją dzikich zasobów.

Po tym, co przez lata widziałem pod wodą, uważam, że obecny model rybołówstwa w Polsce wymaga poważnej zmiany.

Nie chodzi o to, żeby z dnia na dzień zamknąć całą branżę.

Chodzi o pytanie, czy sposób, w jaki dzisiaj wykorzystujemy nasze zasoby rybne, ma jeszcze sens.

POLACY JEDZĄ RYBY, ALE W WIĘKSZOŚCI NIE Z POLSKICH WÓD

Około 80% ryb konsumowanych w Polsce pochodzi z importu.

To oznacza, że polskie rybołówstwo ma stosunkowo niewielki udział w zapewnianiu ryb, które trafiają na nasze stoły.

Szczególnie absurdalnie wygląda to nad Bałtykiem.

W smażalniach i restauracjach można spotkać określenia sugerujące, że jemy lokalne ryby bałtyckie, podczas gdy bardzo często nie mają one z Bałtykiem wiele wspólnego.

To, co wygląda na „rybę z Bałtyku”, nie zawsze nią jest.

Były na ten temat również reportaże, między innymi w programie „Uwaga!”.

BAŁTYK NIE JEST NIEWYCZERPANY

Najlepszym przykładem jest dorsz bałtycki.

Jego populacja praktycznie się załamała.

Obecnie obowiązuje zakaz połowu dorsza, poza niewielkim przyłowem.

To pokazuje, że dzikich zasobów nie można eksploatować bez końca.

Jeżeli populacja ryb spada do takiego poziomu, że trzeba całkowicie zakazać ich połowu, oznacza to, że wcześniejszy sposób zarządzania zasobem po prostu nie zadziałał.

Realnie jednymi z nielicznych powszechnie dostępnych ryb faktycznie pochodzących z Bałtyku są dziś głównie śledzie i flądry.

Flądra, jedna z niewielu ryb jakie pozostały w Bałtkyu.

A CO ZWIERZĘTAMI, KTÓRYCH NIKT NIE CHCIAŁ ZŁOWIĆ?

I tutaj pojawia się problem przyłowu.

Sieć została postawiona po to, żeby złapać konkretną rybę.

Ale w morzu nie ma przycisku „tylko ten gatunek”.

W sieć może wpłynąć wszystko, co znajdzie się na jej drodze.

Ptak. Foka. Morświn. Bezkręgowiec. Meduza.

I właśnie dlatego przyłów jest jednym z największych problemów związanych z rybołówstwem.

TYSIĄCE PTAKÓW GINĄ W SIECIACH

Według danych Departamentu Rybołówstwa Ministerstwa Rolnictwa w polskiej części Bałtyku ginie rocznie ponad 21 tysięcy ptaków.

To najwięcej spośród wszystkich krajów bałtyckich.

I moim zdaniem nawet ta liczba może być zaniżona.

Dlaczego?

Bo rybacy mają obowiązek zgłaszania przyłowu, ale część takich przypadków może nie być raportowana z obawy przed konsekwencjami.

Wśród ofiar znajdują się również gatunki objęte ścisłą ochroną.

I tutaj pojawia się pytanie:

ile zwierząt naprawdę ginie w sieciach, o których nikt nigdy się nie dowie?

SZEŚĆ MARTWYCH PTAKÓW W TRZECH SIECIACH

Sam miałem okazję zobaczyć, jak wygląda przyłów w praktyce.

W miejscowości Gąski nad Bałtykiem sprawdziłem trzy sieci rybackie.

W środku znalazłem:

  • 6 niewymiarowych fląder
  • 6 martwych lodówek – kaczek morskich objętych ścisłą ochroną

Czyli w trzech sieciach zginęło 6 chronionych ptaków, a jednocześnie nie było w nich ani jednej ryby, którą można było legalnie zabrać.

To jest właśnie przyłów.

Zwierzę ginie, mimo że nigdy nie było celem połowu.

Zabite przez rybaków Lodówki, kaczki morskie objęte ścisłą ochroną. Ich populacja mocno spada.

TO NIE TYLKO PTAKI

Przyłow jest znacznie szerszym problemem.

W sieci mogą ginąć również:

  • foki
  • morświny
  • bezkręgowce
  • meduzy
  • inne organizmy morskie

Problem polega na tym, że sieć nie rozpoznaje gatunku.

Nie wie, czy złapała zwierzę chronione, młodą rybę czy gatunek, którego rybak w ogóle nie chciał.

Sieć po prostu działa.

CZŁOWIEK DECYDUJE, KTO MOŻE PRZESZKADZAĆ

Jest jeszcze jeden aspekt tego problemu, który szczególnie mnie bulwersuje.

Część rybaków traktuje zwierzęta takie jak kormorany czy foki jako konkurencję.

I trudno nie odnieść wrażenia, że w takim podejściu natura staje się przeszkodą w prowadzeniu biznesu.

Człowiek uzurpuje sobie prawo do decydowania, które zwierzę ma żyć, a które może zginąć, bo przeszkadza mu w zarabianiu pieniędzy.

Jakby morze należało do nas.

A przecież foka nie jest „szkodnikiem” dlatego, że zjada rybę.

Kormoran nie jest winny temu, że również chce jeść.

One po prostu są częścią tego ekosystemu.

Sieci rozstawione są przy samej powierzchni aż do dna, ptaki nie mają szans.

CO MOŻNA ZMIENIĆ?

Problem przyłowu nie jest nierozwiązywalny.

Można ograniczać połowy w miejscach, w których zimują ptaki.

Można ustalać minimalne odległości stawiania sieci od brzegu.

Można również ograniczać albo zakazywać stosowania sieci skrzelowych w miejscach szczególnie wrażliwych.

To właśnie cienkie, praktycznie niewidoczne sieci są szczególnie niebezpieczne dla ptaków i innych zwierząt.

Nie chodzi o to, żeby zakazać wszystkiego wszędzie.

Chodzi o to, żeby rybołówstwo nie odbywało się kosztem całego ekosystemu.

CZY TO SIĘ W OGÓLE OPŁACA?

I tutaj dochodzimy do ekonomii.

Rybołówstwo ma obecnie marginalne znaczenie dla polskiej gospodarki.

Około 80% ryb konsumowanych w Polsce pochodzi z importu.

Sektor rybołówstwa i akwakultury ma niewielki udział w polskim PKB, a sama branża zatrudnia stosunkowo niewielką liczbę osób.

Jednocześnie znaczna część sektora korzysta z dopłat i wsparcia publicznego.

I trzeba zadać bardzo proste pytanie:

czy ma sens utrzymywanie modelu, który powoduje poważne szkody środowiskowe, jeżeli jego znaczenie gospodarcze jest marginalne?

RYBOŁÓWSTWO ŚRÓDLĄDOWE

W przypadku rybołówstwa śródlądowego mam jeszcze bardziej zdecydowane zdanie.

Moim zdaniem w obecnej formie nie powinno ono funkcjonować.

Jeżeli chcemy produkować ryby, można robić to w sposób kontrolowany:

  • hodowle,
  • stawy,
  • prywatne łowiska.

Tam właściciel ponosi koszty karmienia, leczenia, utrzymania i całej infrastruktury.

To jest normalny biznes.

Czym innym jest hodowanie ryb, a czym innym eksploatowanie dzikiej przyrody, która należy do całego ekosystemu.

Niewymiarowe ryby złapane w sieć rybacką. Za małe do konsumpcji, giną bez sensu.

NIE CHODZI O ZAMKNIĘCIE BRANŻY Z DNIA NA DZIEŃ

Nie uważam, że rozwiązaniem jest nagłe pozbawienie wszystkich rybaków pracy.

Jeżeli chcemy zmienić obecny model, powinien być to proces rozłożony na lata.

Możliwe rozwiązania to między innymi:

  • nieudzielanie nowych licencji połowowych,
  • stopniowe ograniczanie skali połowów,
  • duże środki na przekwalifikowanie rybaków, którzy chcieliby odejść z branży.

Nie chodzi o karanie ludzi za to, że wykonują swój zawód. Chodzi o zmianę systemu, który pozwala zbyt mocno eksploatować środowisko.

RYBACY MOGĄ BYĆ CZĘŚCIĄ ROZWIĄZANIA

Paradoksalnie osoby pracujące przez lata na morzu mają wiedzę, doświadczenie, łodzie i sprzęt, które można wykorzystać również do ochrony środowiska.

Dobrym przykładem jest usuwanie sieci widm z Bałtyku.

Rybacy mogą wykorzystywać swoje doświadczenie i sprzęt do wyławiania porzuconych narzędzi połowowych.

Może wyglądać trochę dziwnie, że płaci się rybakom za usuwanie problemu, do którego branża przez lata się przyczyniała.

Ale jeżeli patrzymy wyłącznie na rozwiązanie problemu, jest to po prostu praktyczne wykorzystanie ludzi i sprzętu, które już istnieją.

Śmieci widma które usunąłem z Bałtyku. Rybołówstwo niszczy nasze morze na wielu poziomach.

RYBOŁÓWSTWO NIE MOŻE BYĆ WAŻNIEJSZE OD MORZA

Ryby są częścią ekosystemu.

Ptaki są częścią ekosystemu.

Foki są częścią ekosystemu.

Morświny są częścią ekosystemu.

Morze nie zostało stworzone po to, żeby człowiek mógł wyciągnąć z niego maksymalnie dużo ryb.

Jeżeli eksploatujemy zasoby szybciej, niż natura jest w stanie je odtworzyć, prędzej czy później zostanie nam pusty Bałtyk.

A wtedy nie będzie już czego łowić.

Rybołówstwo powinno być podporządkowane ochronie ekosystemu, a nie odwrotnie.

Rybołówstwo jest również jednym ze źródeł problemu sieci widm – zgubione lub porzucone sieci pozostają w wodzie i mogą zabijać jeszcze długo po zakończeniu połowów. Więcej o tym, jak działają i dlaczego są tak groźne, przeczytasz w artykule: Sieci widma – niewidzialna pułapka, która zabija latami.

Materiały o tej tematyce:

maxresdefault
SMUTNE WIDOKI POD WODĄ
WIĘCEJ PTAKÓW NIŻ RYB W SIECIACH

 

nurkowanie ekologia morze bałtyk jezioro

Wesprzyj mnie na Suppi!

Wesprzyj na Suppi →
Podziel się tym artykułem Udostępnij systemowo lub skopiuj jego bezpośredni adres.